Wojciech Osiński: Solistka

[2017-06-16 09:47:15]

Sahra Wagenknecht będzie lokomotywą Die Linke w wyborach do Bundestagu. Ale czasami mówi jak prawicowa populistka

Sahra Wagenknecht doskonale zna swój medialny potencjał i potrafi go zręcznie wykorzystać. Od wyborców otrzymuje niemal wyłącznie pozytywne mejle. Do jej skrzynki codziennie wpada ponad 50 wiadomości, po wystąpieniach w Bundestagu – nawet tysiąc tygodniowo. – Nie jestem w stanie przeczytać wszystkich, ale te, które czytam, są budujące – twierdzi szefowa frakcji Die Linke w Bundestagu. Profilem na Facebooku zarządza sama, jej stronę polubiło już 338 tys. użytkowników. Każdy wpis zbiera tysiące lajków. Inni czołowi działacze Lewicy o takich liczbach mogą jedynie pomarzyć.

Popularność uodparnia ją na krytykę we własnej partii. Sahra Wagenknecht zdaje sobie sprawę, że w jej ugrupowaniu nie ma bardziej rozpoznawalnej osoby. Koledzy również nie chcą kwestionować faktu, że „czerwona Sahra” jest medialną twarzą Lewicy. Ostatnia jej książka, „Zamożność bez zachłanności” („Reichtum ohne Gier”), sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, a na odczyt w berlińskiej Uranii przyszło ok. 850 osób. Dyskusja na temat wystawienia w wyborach parlamentarnych odpowiedniej kandydatki wydaje się zbędna.

Sęk w tym, że 47-letnia ekonomistka z Jeny jest nie tylko najwyrazistszą członkinią Die Linke, lecz także najbardziej kontrowersyjną. Ostatnio nikt bardziej nie rozpalał emocji w partii. Podczas wystąpień w 2016 r. liderka opozycji, córka Irańczyka i Niemki, zaskakiwała populistycznymi tyradami o imigrantach, które kojarzą się raczej z Alternatywą dla Niemiec. W każdym razie jej słowa odbiegały od lewicowej otwartości poprzednika.

Styl zarządzania

W październiku 2015 r. Sahra Wagenknecht zastąpiła legendę Die Linke, Gregora Gysiego, który od grudnia 2016 r. piastuje stanowisko prezesa Partii Europejskiej Lewicy. Drugim liderem klubu został powściągliwy Dietmar Bartsch, który raczej nie wejdzie w paradę ambitnej Wagenknecht. Ma ona bowiem, podobnie jak Gysi, charyzmę mówcy porywającego tłumy. Jeśli chodzi o krytykę neoliberalizmu, punktowanie poczynań Europejskiego Banku Centralnego czy polityki bezpieczeństwa Angeli Merkel, wypada równie dobrze. Znacznie gorzej jest z jej wypowiedziami na temat kryzysu migracyjnego. Gysi przy całej swojej ekscentryczności wiedział, jak gasić wewnętrzne pożary, nawet jeśli sam je wcześniej wzniecił. Przede wszystkim instynktownie wyczuwał, kiedy należy się wyciszyć. Sahra Wagenknecht nie wytwarza aury spokoju.

Trudno nie zauważyć w zachowaniu szefowej frakcji Die Linke podobieństwa do męża, Oskara Lafontaine’a. Kiedy w 2016 r. medialna niechęć do rządu federalnego sięgała apogeum, Lafontaine był jednym z głównych lewicowych krytyków Angeli Merkel. Były prezes SPD i współzałożyciel Die Linke opowiadał o niemieckich emerytach, którzy wskutek napływu uchodźców „na pewno nie będą mieli łatwiej”, postulował, żeby nie wypuszczać Syryjczyków z obozów w Jordanii i Libanie. Działo się to przed marcowymi wyborami do landtagów w Badenii-Wirtembergii i Nadrenii-Palatynacie. Podlizywanie się wyborcom AfD nic jednak nie dało, Lewica w tych landach zdobyła niewiele ponad 3% poparcia. Lafontaine wyciągnął z tego pewne wnioski, bo odtąd już prawie nie występował w mediach.

Jego retorykę przejęła za to Sahra Wagenknecht. Po feralnej nocy sylwestrowej w Kolonii na przełomie 2015 i 2016 r. zauważyła na konferencji prasowej: „Jeśli ktoś z Maghrebu nadużywa swoich praw, powinien zostać niezwłocznie wydalony z powrotem do Afryki”. Wywołało to natychmiast falę oburzenia w Die Linke. Sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Lewicowe media zastanawiały się, czy Die Linke występuje jeszcze w obronie uchodźców, czy już znalazła się w jednej szalupie ratunkowej z populistami. Koniec końców Sahra Wagenknecht zaznaczyła, że Lewica „zawsze stoi po stronie imigrantów, którzy są prześladowani w swoich krajach”, ale nie była przekonująca. Na pytanie, czy sympatycy Pegidy mogą postawić krzyżyk przy Die Linke, Wagenknecht nadal odpowiada wymijająco lub nic nie mówi.

Niepoprawna politycznie

Czasami szefowa frakcji sugeruje, że potrafi zrobić krok do tyłu, ale to tylko pozory. W połowie 2016 r. uspokoiła swoją retorykę w kwestii uchodźców, ale kiedy w lipcu doszło do ataków terrorystycznych w Monachium, Würzburgu i Ansbachu, powtórnie ruszyła do antyimigranckiej ofensywy. Wypowiedziała wtedy zdanie, które nie zrobiłoby większego wrażenia, gdyby padło z ust polityka AfD: „Samo »damy radę« jest zbyt naiwne”. Po zamachu w Berlinie 19 grudnia szefowa klubu Lewicy zaznaczyła, że Angela Merkel jest „współodpowiedzialna za to, co się stało”. Koleżanki i koledzy z partii nie kryli zaskoczenia. „Komentarz Sahry był nierozsądny i niebezpieczny”, mówi Bernd Riexinger, przewodniczący Die Linke, który jednak wie, że przed wyborami nie może zrezygnować ze swojej medialnej lokomotywy.

Sahra Wagenknecht regularnie wyłamuje się z partyjnego chóru, co stanowi realny problem dla Die Linke, która chciałaby w przyszłości rządzić. Raz wypowiedziane słowa nie giną i nawet gdy autorka o nich zapomni, ktoś inny może je wykorzystać, i to w zaskakujący sposób. Zwłaszcza że padają one zazwyczaj w kontekście zamachów terrorystycznych, kiedy po podobne populistyczne sztuczki sięgają politycy skrajnie prawicowi.

Partyjni koledzy i niemieccy publicyści zwrócili uwagę na jeszcze jedną wypowiedź liderki klubu Die Linke. Kiedy zarzucono jej, że zachowuje się jak współprzewodnicząca AfD Frauke Petry, mocno się obruszyła. „Nie mogę nazwać problemu po imieniu, ponieważ mam lewicowe poglądy? Nie będę milczeć”, oświadczyła w rozmowie ze „Spieglem”. Tym samym sięgnęła po retorykę AfD i Pegidy o kłamliwej prasie (Lügenpresse), niemającej odwagi sprzeciwić się poprawności politycznej. Co znów charakterystyczne, Sahra Wagenknecht nie uzasadnia tych zarzutów. O czym niemieckie środki przekazu milczą?

O tym, że integracja ogromnej liczby imigrantów jest mozolna, czy o tym, że każdy uchodźca jest przestępcą? Na marginesie – w roli populistycznego Wernyhory, straszącego przed uchodźcami, szefowa klubu Lewicy raczej nie będzie wiarygodna. W ubiegłym roku przybyło do Niemiec ok. 250 tys. imigrantów, znacznie mniej niż w 2015 r.
Kolejnym tematem, który wprowadza Die Linke w zakłopotanie, jest nieprzewidywalna prezydentura Donalda Trumpa i jego zachowanie wobec Rosji. Politycy tacy jak Gysi już wcześniej nawoływali do intensywniejszego dialogu z gospodarzem Kremla, ostrzegajac, że bez Putina rozłam w Unii będzie jeszcze większy. Kłopot w tym, że Trump, będący dla Die Linke najgorszym kandydatem, zamierzający w ślad za Frontem Narodowym, AfD, zwolennikami Brexitu itd. „rozsadzić świat i Europę”, nie ukrywa sympatii do Rosji. Niemiecka lewica ma więc trudności z decyzją, czy Władimir Putin jest nadal odpowiednim partnerem, czy raczej światowym patronem konserwatyzmu. Efektem tego była zaskakująca wielu posłów pochwała przyszłego lokatora Białego Domu, wygłoszona przez Sahrę Wagenknecht podczas listopadowego wystąpienia w Bundestagu. „Populiści wszystkich krajów, łączcie się!”, krzyknął wtedy pod adresem Wagenknecht Thomas Oppermann, szef frakcji SPD, który regularnie flirtuje z Lewicą.

Kwestia władzy

Na początku grudnia okazało się, że w wyborach parlamentarnych Die Linke wystąpi w dwóch tandemach – z jednej strony Katja Kipping i Bernd Riexinger, którzy są formalnie przewodniczącymi partii, a z drugiej Wagenknecht oraz Bartsch, liderzy klubu. W ten sposób mają być reprezentowane wszystkie skrzydła. To rozsądna decyzja, choć nie gwarantuje jedności partii. Jeśli jednak Die Linke chce dalej marzyć o współrządzeniu, na czele ugrupowania muszą się pojawić osoby, które złagodzą wizerunek Sahry Wagenknecht, będącej solą w oku socjaldemokratów i Zielonych. Die Linke jest bowiem wręcz zdana na przychylność Sigmara Gabriela i Cema Özdemira. Ci zaś uważają Wagenknecht za podobnie nieobliczalną jak jej mąż Oskar Lafontaine, który niegdyś „wbił nóż w plecy” Gerhardowi Schröderowi.

Sahra nie byłaby sobą, gdyby na ostatniej przedwyborczej prostej nie wcisnęła gazu do dechy. Zainicjowała w internecie kampanię „Team Sahra”. Na Facebooku zachęca fanów do wymyślania nowego sloganu wyborczego. Jednym z nich jest: „Precz z rządzącymi! Precz z gangsterami politycznymi”, co znowu brzmi jak hasło z podręcznika dla populistów.

Zdaniem jej krytyków ten styl już nie wystarczy. Choć Die Linke powstała jako partia protestu wobec Schröderowskiej Agendy 2010, w czasach światowych kryzysów oraz rosnącej siły populistów z AfD, no i gdy ma się ambicje bycia częścią przyszłej koalicji rządzącej, akty protestu to za mało. Die Linke przedstawiła w styczniu kluczowe punkty swojego programu, ale niczym nie zaskoczyła: wyższe emerytury i wynagrodzenia, mniej obecności NATO w Europie, koniec z operacjami zagranicznymi Bundeswehry. O tym wiedzieliśmy już wcześniej. Sahra Wagenknecht wprawdzie ciągle przypomina, że ma ministerialne ambicje, lecz trudno przypuszczać, żeby Lewica z jej twarzą pokochała nagle neoliberalną Brukselę oraz unię walutową. Utrzymując tę linię, powołana jesienią 2015 r. z fanfarami Wagenknecht może polec w wewnątrzpartyjnej bitwie.

Do mediów co rusz wciskają się plotki o jej odsunięciu. Wagenknecht porusza się po polu minowym, nawet jeśli chwilowo ma silną pozycję. Jej osobliwe reakcje na pytania o możliwą lewicową koalicję zachęcają do spekulacji na temat jej ambicji. W grudniu liderzy SPD, Lewicy i Zielonych spotkali się w Berlinie, aby porozmawiać o wyborach w 2017 r. Niektórzy członkowie Die Linke mówili o przełomie. Sahra Wagenknecht, komentując wyniki tego spotkania na Facebooku, zamieściła komiks z kurą i świnią. „Zawrzemy koalicję?”, pyta kura świnię. „A co to jest?”, pyta świnia. „To taka gra, w której robi się coś wspólnie. Możemy np. usmażyć jajka na boczku”. Świnia jest przerażona: „Jak to, w takim razie mnie zabiją, a ty przeżyjesz”. „Tak to jest – odpowiada kura, polerując pazury – dla jednego z partnerów koalicja jest zawsze śmiertelna”. Lajków było przeszło 4 tys.

Wojciech Osiński



Tekst pochodzi z "Tygodnika Przegląd"

fot. Wikimedia Commons


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Konferencja "Żydzi a rewolucja październikowa"
Warszawa, Instytut Historyczny UW, Sala Kolumnowa (parter)
19 października, godz. 11.15-19.00
Gender Studies IBL PAN - rekrutacja
Warszawa, ul. Nowy Świat 72
do 20.10.2017
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

17 października:

1760 - Urodził się Henri de Saint-Simon, francuski historyk, filozof, wolnomularz i socjalista.

1908 - Urodził się Kenji Miyamoto, długoletni lider Japońskiej Partii Komunistycznej (Nihon Kyôsantô).

1928 - Rozłam w PPS - powstała prorządowa PPS dawna Frakcja Rewolucyjna.

1938 - W Amsterdamie na emigracji politycznej zmarł Karol Kautsky, czołowy ideolog niemieckiej socjaldemokracji; przywódca marksistowskiego centrum.

1961 - Paryska policja dokonała masakry protestujących Algierczyków, zginęło od 50 do 200 osób.


 
Lewica.pl na Facebooku