Piotr Ikonowicz: Zanim ich znielubimy

[2022-05-24 11:15:27]

Niezamożni Polacy niechętnie spoglądają na nielicznych, ale widocznych Ukraińców z pieniędzmi i w drogich autach. Grozi nam konflikt społeczny, jeśli państwo polskie nie weźmie się do roboty.

Pierwsi zawsze uciekają ci lepiej sytuowani. Dotyczy to tak Afgańczyków i Syryjczyków, jak i Ukraińców. Nic więc dziwnego, że wśród ponad 3 milionów uchodźców zza wschodniej granicy większość (ok. 62 proc.) ma także wyższe wykształcenie lub studiuje. Dlaczego tak się dzieje?

To proste. Nawet uciekać trzeba mieć za co. Łatwiej się wyjeżdża, kiedy większość majątku ma się na koncie bankowym, niż kiedy cały dobytek to wyposażenie domu czy mieszkania. Kiedy wszystko, co masz, to twój dom oraz to, co w jego wnętrzu, wówczas decyzja o wyjeździe oznacza zostawienie „wszystkiego”. Nawet jeśli to nadal niewiele.

Widok „wypasionych fur” na ukraińskich blachach w stosunkowo biednym Lublinie robi większe wrażenie niż w Warszawie. A przecież nie jest tajemnicą, że ukraińskie społeczeństwo jest jeszcze bardziej rozwarstwione niż nasze. Tam przepaść między bogatymi i biednymi jest niesamowita.

Ostatnie lata pokazały, że istnieje pewien stereotyp uchodźcy, który jesteśmy gotowi zaakceptować. To człowiek skromny, wychudzony, odziany w byle co, wdzięczny i gotowy przyjąć od nas każdą, najmarniejszą choćby pomoc, np. w postaci używanej odzieży. Stąd wielkie oburzenie dużej części naszych rodaków na wieści o tym, że uchodźcy z Bliskiego Wschodu mają smartfony. A co mieli mieć? Maczugi?

Podobnie już dziś słyszy się niechętne uchodźcom wojennym z Ukrainy komentarze, że „mają markowe ciuchy, na które mnie nie stać”. A przecież większość uchodźców, nawet jeśli nie wyglądają oni na nędzarzy, straciła w wyniku wojny swoje miejsce na ziemi, dom, mieszkanie, bliskich. W dodatku większość tych nieszczęsnych osób, głównie kobiet i dzieci, żyje w ciągłym strachu, że wkrótce nadejdzie wiadomość o śmierci ich mężów, ojców, synów, braci. Bo wcale nie jest powiedziane, że ta wojna szybko się skończy i będą mogły wkrótce wrócić do ojczyzny. Być może przyjdzie im zaczynać nowe życie. Od zera, u nas, w Polsce.

Coraz więcej osób wytyka przybyszom to, że mimo wyraźnych oznak wyższego statusu społecznego otrzymują od państwa polskiego pomoc finansową, mieszkaniową itp. Ta szczodrość wobec przybyszów wydaje się im kontrastować ze skąpstwem pomocy społecznej wobec Polaków i Polek, każąc części z nich żyć za niewiele ponad 700 zł zasiłku stałego i jeszcze każdorazowo podpisywać zobowiązanie, że się nie będzie dorabiać.

Na razie to nie rynek pracy jest kością niezgody. Do obecności pracowników z Ukrainy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jeszcze przed wybuchem wojny pracowało ich u nas ponad milion. Większość z nich to także osoby z wyższym lub średnim wykształceniem, a mimo to wykonywali prace fizyczne. Jak na razie „oficjalnie” pracę podjęło w Polsce zaledwie ok. 70 tys. uchodźczyń (bo to głównie kobiety). Trudno więc sądzić, że wywołało to jakieś większe napięcia na rynku pracy.


Inaczej jest z mieszkaniami. Krążą już legendy (albo celowo produkowane prokremlowskie dezinformacje) o tym, jak bogaci przybysze z Ukrainy przynoszą walizki pieniędzy i płacą gotówką za mieszkania. W rzeczywistości jednak większość z nich po okresie spania w salach gimnastycznych szuka sobie jakiegoś legalnego lokum na polskim rynku.

Ten wzmożony popyt musiał wywołać i wywołał wzrost cen najmu. W ciągu ostatnich miesięcy koszty najmu w wielu polskich miastach podskoczyły od 20 do nawet 40 proc. Nieznana jest dokładna liczba rodzin, które w pierwszym odruchu przyjęły pod swój dach uchodźczynie. Jedni kierowali się wyłącznie odruchem serca, inni zachętą finansową (słynne 40 zł na Ukraińca za dzień). Jednak ta gościnność zaczyna się powoli kończyć. My też gościmy w naszym biurze matkę z trójką dzieci, poprzednio mieszkającą u ludzi, którzy po trzech tygodniach poprosili, by już się wyprowadziła.

Jeszcze przed kryzysem uchodźczym mieliśmy w Polsce olbrzymi kryzys mieszkaniowy. Szacowano, że na rynku brakuje ok. 3 milionów mieszkań. Teraz, kiedy przybyły do Polski dodatkowo 3 miliony osób ze Wschodu, ten deficyt wzrósł zapewne co najmniej o kolejny milion. Mieszkanie, które powinno być dobrem powszechnego użytku, stało się dobrem luksusowym.

Na jeden metr mieszkania w Warszawie wiele osób musiałoby pracować rok, i to przeznaczając całą swoją pensję tylko na ten cel. Zdolność kredytową do kupna mieszkania (kredyt hipoteczny) ma zaledwie ok. 14 proc. Polaków. Pozostali muszą walczyć o mieszkania komunalne (statystyczna gmina w Polsce buduje rocznie jedno takie mieszkanie) lub wynajmować na wolnym rynku – znów często za równowartość miesięcznego wynagrodzenia.

Ta katastrofalna sytuacja sprawia, że kwestia mieszkaniowa jest społecznie szczególnie drażliwa.

Legendy o tym, że „dają Ukraińcom, a Polakom nie”, powstawały już wtedy, gdy w gestii wojewody było zaledwie kilka mieszkań rocznie przeznaczonych dla uchodźców. Dziś, kiedy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wydał zarządzenie o wstrzymaniu realizacji kolejki mieszkaniowej z uwagi na kryzys uchodźczy, temat stał się jeszcze bardziej zapalny.

Mąż Mariny, która u nas mieszka z dziećmi, przebywa już w Polsce od dawna. Pracuje na budowie i mieszka w kwaterze pracowniczej. Czyli zajmuje jedną z wielu prycz w izbie umeblowanej jak cela więzienna. Jego rodzina marzy o zamieszkaniu razem w wynajętym mieszkaniu. Takich rodzin są teraz w Polsce setki tysięcy.

Jednocześnie GUS ujawnił niedawno, że nadal z danych zebranych w czasie spisu powszechnego wynika, w 11 proc. lokali mieszkalnych w naszym kraju nikt nie zamieszkuje. Stoją puste. Gdyby je „rzucono” na rynek, ceny najmu by spadły. Ale na tym właśnie polega spekulacja – właściciele grają na zwyżkę cen, akumulując deficytowe dobra, zamiast zaspokajać potrzeby społeczne. Jak opisuje Emil Zola w Germinalu, piekarzowi, który celowo magazynował mąkę w okresie głodu, kobiety obcięły jaja. Naszym spekulantom nie grozi nawet podatek mający zniechęcać do spekulacji.

Fala imigracji wojennej nie zlikwidowała biedy, a zwłaszcza biedy mieszkaniowej. Kiedy jednak próbujemy kogoś wydobyć z bezdomności, starając się wynająć starszej pani w Kielcach jakiś pokój, słyszymy, że wynajmujący wolą choćby studentów. Niechętnie też wynajmuje się rodzinom z dziećmi, bo istotnym kryterium wynajęcia jest łatwość wyrzucenia lokatorów na ulicę. A dzieci trudniej się wyrzuca. Jedną z takich „gwarancji” dla wynajmujących ma być pisemna deklaracja lokatora, że w razie czego będzie miał się dokąd wyprowadzić.

Sam mieszkam w kamienicy, gdzie właściciele zażądali takiej deklaracji, ale ponieważ oznaczałoby to poświadczenie nieprawdy, solidarnie odmówiliśmy złożenia takiego zapewnienia. Ludzie nie wynajmowaliby za bajońskie pieniądze mieszkań, jeżeli mieliby dokąd pójść.

Niezamożni Polacy niechętnie spoglądają na nielicznych, ale widocznych Ukraińców z pieniędzmi, w ich drogich samochodach, którym w dodatku, jak wieść gminna niesie, Rzeczpospolita funduje wszystko za darmo. Niechęć wobec osób, którym się lepiej wiedzie i które nierzadko zachowują arogancką postawę, przybiera szybko postać fobii. Czyli pretensji do Ukraińców w ogóle – bo podziały narodowe są dla prostych ludzi łatwiejsze do wychwycenia niż społeczne, które zresztą na każdym kroku kamuflują media.

Słowem – grozi nam antyukraińska fobia, jeśli polska władza, zarówno ta lokalna, jak i krajowa, nie rozpocznie radykalnej interwencji na rynku mieszkaniowym. Chociażby poprzez instrumenty podatkowe, które zmuszą właścicieli pustych mieszkań do niezwłocznego ich zasiedlenia (jak w przypadku Warszawy), ale też poprzez masową budowę mieszkań czynszowych na każdą kieszeń. Jeśli nie, to doczekamy się konfliktów na tle narodowościowym między już ponad 3 milionami uchodźców a dużą częścią polskiego społeczeństwa, w którym narasta poczucie niesprawiedliwego traktowania.

Piotr Ikonowicz



Tekst ukazał się na stronie Krytyki Politycznej


Na zdjęciu parking w Częstochowie, fot. Facebook

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



CZY KLASA PRACOWNICZA XXI WIEKU MOŻE OBALIĆ KAPITALIZM?
Warszawa
Polscy Hodżyści
Partia lewicowa na symulatorze politycznym
Discord
Teraz
Historia Czerwona
Komintern (SH)
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1

Więcej ogłoszeń...


18 sierpnia:

1906 - Wanda Krahelska z OB PPS dokonała nieudanego zamachu bombowego na generała-gubernatora warszawskiego G. Skałona.

1919 - Wybuch strajku powszechnego w Zagłębiu Dąbrowskim; żądania ekonomiczne i polityczne - w tym uwolnienia 186 członków Rady Delegatów Robotniczych.

1920 - W więzieniu we Wronkach strażnicy dotliwie pobili więźniarki-komunistki, m.in. Marię Koszutską.

1944 - W obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie został zamordowany Ernst Thälmann, niemiecki polityk, działacz komunistyczny.

1971 - Australia i Nowa Zelandia wycofały swoje wojska z Wietnamu.

1979 - Kanclerz RFN Helmut Schmidt (SPD) złożył oficjalną wizytę w Polsce.

1980 - Rozpoczął się strajk w Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie.


?
Lewica.pl na Facebooku