Pocałunek Almanzora
2018-05-19 07:46:46
Pocałowaniem wszczepiłem w duszę
Jad, co was będzie pożerać,
Pójdźcie i patrzcie na me katusze:
Wy tak musicie umierać

Adam MICKIEWICZ

Chichot historii i zatoczeniem jej nieuchronnego koła jest to co wydarzyło się w słynnej Sali BHP Stoczni Gdańskiej w dn. 14.04.2018. To tu, w historycznym i symbolicznym miejscu (Polacy uwielbiają symbole, zwłaszcza te natury metafizycznej i patriotyczno-wzniosłej) członkowie ONR w charakterystycznych czarnych bluzach, z opaskami z symbolem falangi na lewym ramieniu obchodzili 84 rocznicę powstania swej organizacji. Etniczna homogeniczność, rasizm i ksenofobia zastąpiły – jak wskazuje wielu zniesmaczonych tym faktem obserwatorów polskiego życia publicznego – idee uniwersalizmu i walki o godność człowieka. Czy aby na pewno tak dzieje się dopiero teraz ?
W sobotę 14.04.2018 odbyła się również współorganizowana przez ONR pielgrzymka na Jasną Górę. Przeor klasztoru na Jasnej Górze o. Marian Waligóra zapewniając w kazaniu do narodowców, że sanktuarium jest otwarte dla wszystkich pielgrzymów, a zabronienie komukolwiek modlitwy byłoby niezgodne z nauką Kościoła katolickiego dodał, iż „…..nie wolno naszej kultury, tożsamości, przekonań zamienić na jakiś pogański chlew". Wielce wymowne – nie tylko symbolicznie – to stwierdzenie, bo to jest właściwe clou polskiego katolicyzmu i lokalnego, nadwiślańskiego Kościoła rzymskiego.
Warto przypomnieć, że wobec ONR toczą się w tej chwili, z zawiadomienia Ośrodka, Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, śledztwa związane z propagowaniem faszyzmu i nazizmu. Prowadzą je m.in. prokuratury w Białymstoku i Łodzi. Zanotowano wśród zgromadzonych na Sali BHP w Stoczni Gdańskiej te same osoby które dwa lata temu w marszu ONR w Białymstoku publicznie nawoływały do mordowania obywateli Izraela.
Na obecność ONR w Sali BHP zareagował legendarny trybun ludowy i pierwszy Przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa: "Czy o takie wartości Polacy walczyli w Grudniu 1970 i Sierpniu 1980 w Gdańsku ? Pytam się, kiedy ich PiS zdelegalizuje ?" – napisał na Twitterze.
Czy aby na pewno tak dzieje się dopiero teraz ? I czy tak jednoznaczne wnioski można wyciągać zarówno z ONR-owskiego „partheitagu” odbytego w historycznej Sali BHP gdzie urodziła się „Solidarność”, która ma być symbolem anty-wartości niesionych przez ONR, jak i z chłodnego, bez-emocjonalnego dziś (po ponad 40 latach) spojrzenia na tamte wydarzenia zmieniające bieg historii nie tylko w naszym kraju ? Czy ten pocałunek polskiego antysemityzmu, przaśnego tradycjonalizmu, klero-szowinizmu, peryferyjnego i dawno przebrzmiałego konserwatyzmu zawłaszczający obecnie wszystko co można podciągnąć pod pojęcie polskości, winien być zaskoczeniem ? Czy nie jest to droga, którą „Solidarność” podążała nie tylko w czasach szefowania jej przez Mariana Krzaklewskiego, Andrzeja Śniadka i Piotra Dudę ?
Oczywiście protesty robotnicze (dziś mówi się o pracobiorcach bo klasa robotnicza – ten hegemon realnego socjalizmu – dziś jest liliputem wobec tamtego środowiska, tak pod względem ilościowym jak i znaczenia oraz prestiżu, przynajmniej retorycznego) w lecie 1980 roku z których narodził się Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” miały wybitnie klasowe podłoże. I w tej materii – godność (człowieka pracującego w najszerszym tego słowa znaczeniu), szacunek (ale ze strony ówczesnej warstwy menadżerskiej), właściwa płaca pozwalająca na owo godne życie (czyli zapewnienie wynagrodzenia przez państwo będące właścicielem środków produkcji i pracodawcą) – były to na pewno idee wzniosłe i uniwersalne. Na wskroś humanistyczne. Czy jednak narodowo-podniosłe, naszpikowane jak zawsze w Polsce niezliczonymi fumami i kompleksami, hasła i postulaty (jakie wtedy już się pojawiły) można uważać za takowe ? Czy niosą one, biorąc pod uwagę polskie doświadczenia z okresu tak gloryfikowanej przez część elit solidarnościowych tradycji i tożsamości rodem z II RP, humanizm, idee oświeceniowe, otwartość, zrozumienie i tolerancję ? Getto ławkowe, „numerus clausus” na uczelniach, pogromy Żydów organizowane przez ONR i Falangę, nawoływanie przez najwyższych urzędników państwowych (m.in. Premiera czy Ministrów Rządu RP) do bojkotu tego wszystkiego co wiąże się z obywatelami polskimi wyznania mojżeszowego i pochodzenia żydowskiego, przymusowa polonizacja i katolicyzacja Białorusinów i Ukraińców na Kresach i Lubelszczyźnie, strzały policji do strajkujących i demonstrujących chłopów i robotników (od takich kul zginęło w II RP wielokrotnie więcej ludzi niż w demonizowanych – pod tym względem – czasach PRL). No i stanowisko w tamtych czasach Kościoła katolickiego i hierarchii do problemów trawiących polskie państwo: zwłaszcza jeśli chodzi o stosunek do Żydów, mniejszości religijnych (a stąd prosta droga do cywilizowanie rozumianej tolerancji, swobody wyrażania myśli, wyznawania różnorakich wartości etc.). Wystarczy przypomnieć teksty z „Małego Dziennika” o. Maksymiliana Kolbe czy artykuły (wówczas zwykłego księdza) Stefana Wyszyńskiego, gdzie przyszły Prymas Tysiąclecia zachwala zalety faszyzmu niemieckiego i włoskiego.
Nie ma co ukrywać, teksty (rscz. - o. Maksymiliana Kolbe) były wojowniczo klerykalne, nacjonalistyczne i antysemickie” mówi prof. Zbigniew Mikołejko (religioznawca i filozof).
„Solidarność” od razu „sprzęgła się” (czy została sprzęgnięta) z Kościołem. Nie oceniam czy był to przypadek czy zamiar celowy. „Sprzęgła się” z polskim Kościołem, który zawsze w swej historii był „wsobny” (ale nacjonalistycznie i szowinistycznie), zamknięty na wszelkie nowinki teologiczne i „niebłagonadiożnyje myśli” (nie na darmo kapelan „Solidarność”’ ks. Józef Tischner stwierdził, iż polski katolicyzm jest letni, naskórkowy bo nigdy nie wytworzył uniwersalnej, ponad-lokalnej herezji, gdyż tylko herezje świadczą o żywotności i przemyśleniu wiary religijnej), kładącym nacisk swą nauką na tzw. wartości narodowe, polskie, nie uniwersalne, typowo katolickie („katholicos” znaczy powszechny, uniwersalny, ponad-narodowy).
Kościół w Polsce zawsze niósł i utwierdzał swoją nauką „poddaństwo”, spolegliwość wobec władzy kapitału (czyli niesienie „swego krzyża” – oczywiście jeśli chodziło o inne niż konfrontacja z „komunistycznym reżimem” cele), posłuszeństwo kapłanom a nieufność temu co nowe, promował kultywowanie ludycznej i maryjnej pobożności (kosztem indywidualnego i zracjonalizowanego przeżywania wiary), która zawsze razi przaśnością, mocnym tradycjonalizmem osadzonym w meandrach polskich kompleksów i uprzedzeniach (przede wszystkim do INNYCH) wynikających z mitomańsko pojmowanej historii.
Na bramie podczas strajku pojawia się portret papieża Jana Pawła II (co jest początkiem swoistej, niezgodnej z zasadami tej religii, prymitywnej idolatrii), a na klapie głównego trybuna ludowego – wizerunek Matki Boskiej, Częstochowskiej, tzw. Czarnej Madonny uosabiającej sobą tą wewnętrzną sprzeczność trawiącą od wieków Polaków i katolików znad Wisły. Elementy antysemickie – i jak tu nie mówić o immanencji tych tendencji w tzw. polskości – pojawiły się już podczas pierwszej kampanii prezydenckiej kiedy to Lech Wałęsa takie sugestie kierował (co prawda jeszcze nie wprost bo to było wtedy jeszcze passe) pod adresem Tadeusza Mazowieckiego. I tego najlepszym przykładem jest owa msza, na Jasnej Górze, odprawiana przez katolickiego kapłana dla antysemitów, quasi-faszystów i nacjonalistów grożących Żydom (i tym których za takich uznają) eksterminacją, banicją do Izraela, stygmatyzacja i napiętnowaniem, a zapewniających jednocześnie o swej miłości do Maryi, pobożnej Żydówki i matki Mistrza z Nazaretu. Czczonego przez nich jako Boga. To wszystko stało się wstępem do utożsamienia – ponownie, po dekadach – polsko-katolickiego myślenia o sobie jako „narodzie wybranym”, mającym misję nawrócenia świata (przynajmniej tego sąsiedniego gdyż sąsiadami są „heretycy”, ateusze bądź „schizmatycy”, a przy okazji to nasi odwieczni wrogowie), Chrystusie Narodów, czego kolejne etapy doświadczamy przez mijające 30 lat tzw. ustrojowej transformacji. Polityka Prawa i Sprawiedliwości – jak i ONR-owskie „partheitagi” – są tego jakimś elementem. Jakimś zrozumiałym racjonalnie efektem.
Bo przecież już na I Zjeździe „Solidarności” te szowinistyczne i antysemickie, nietolerancyjne i „wsobno-polskie” (Polak - katolik) tendencje się odzywały: wytupanie-wyklaskanie Jana Józefa Lipskiego i Aleksandra Małachowskiego.
Pocałunkiem Almanzora dla „Solidarności” (mówimy o sojusznikach i środowiskach wspierających) zarówno stali się neoliberałowie, którzy dokonywali tzw. ustrojowej transformacji jak i Kościół katolicki. Jedni zadali ciosy w robotniczy, pro-pracowniczy i klasowy charakter ruchu (po 1989 roku już innego ze zrozumiałych względów), drudzy – sojusznicy w sutannach (w imię swego korporacyjnego i instytucjonalnego, uwarunkowanego swoją historią, interesu) pozbawili go uniwersalności i humanizmu, też klasowego. Bo klasowość to nie tylko interes materialny, doczesny, bytowy. To również świadomość siebie jako klasy, która jest ponad-narodowym, ponad-religijnym i ponad-rasowym przekonaniem czyli ponad-plemiennym, solidarnym środowiskiem pracobiorców stojącym zawsze na antynomicznych stanowiskach niż tzw. pracodawcy (czyli właściciele kapitału).

poprzedni komentarze